piątek, 5 lutego 2010

kwiateczki

fijołeczki

ze światełkiem


suszki - każda inna :)zadziwienie


mam pypeć na języku, pewnie mnie ktoś obgaduje, ale  prawdopodobnie jest to efekt niezdrowej diety..serniki na przemian ze śledziami, czekoladą
wprawdzie nie piszę językiem, ale pomilczę nie pisząc..skomplikowane nie?

środa, 3 lutego 2010

Staszek :)


Dzień Świstaka był wczoraj. wyciągnęli zwierzaka z głębokiego snu , o mało nie dostał zawału , zobaczył swój cień , zwiastuje to ...koniec zimy nastąpi dopiero za 6 tygodni.
ja dzisiaj zamiast świstaka przyniosłam do domu słonika i nadałam imię od świstaka..świstaczka może być ...świstaSzek w skrócie Staszek.
- kup pani słonika
usłyszałam na przystanku autobusowy, patrzę stoi człek sponiewierany żywotem i trzyma coś
w dłoni
ujrzawszy owego słonika o mało nie wpadłam w zaspę ,taki mną targnął śmiech :D
-no kup pani za 3zł , taki piękny, no.. patrz jaki fikuśny, jaką ma trąbę
kupiłam i po raz kolejny, zostałam właścicielką przedziwnego, kiczowatego acz niezwykle sympatycznego obiektu zdobiącego moje biurko.
faktycznie trąbę ma zabawną i puszcza do mnie oczko , rozwesela mnie do łez ...co zwiastuje bliskie przedwiośnie.
Emanuello i Albiś mają nowego kumpla :D

poniedziałek, 1 lutego 2010

wegetacja



łaziła za mną już od kilku dni ,zamaskowana, udawała, że jej nie ma, skradała się. dzisiaj podstępnie podłożyła mi nogę, powaliła, zaśmiała się szyderczo , usiadła na piersiach i siedzi. ograniczyła moje ruchy , pragnienia , kontakty .jedynie nakazała mi zanieść się do cukierni. zakupiła 1/2kg sernika z polewą wiśniową i zeżarła wszystko na pniu, nawet nie popiła. zakupiła również czekoladę mleczną "Oryginalna" firmy Goplana ,czekoladę po cenie promocyjnej z nadzieniem orzechowym, po spróbowaniu kostki , stwierdziła, że nie będzie jadła tego kitu. zakupiła również kabanosy drobiowe, ogórki kiszone , śledzie w sosie musztardowym i żre i na przemian to chce kwaśnego, słonego , słodkiego .
jestem tylko narzędziem w jej łapach , nie mam nań żadnego wpływu . wegetuję...

niedziela, 31 stycznia 2010

wstawaj Zenek !




suszka
zasypało nas na biało, totalne białe szaleństwo, nie ma gdzie składować śniegu. Królowa Śniegu była z całą pewnością, czułam jej zimy oddech , kiedy oblewały mnie siódme poty ,przy przerzucaniu śnieżnego puchu." wstawaj Zenek, śnieg na dworze, wstawaj bo ci przyłożę , wstań Zenek wstań" -Rosiewicz popełnił kiedyś taką piosenkę i tylko Zenka brak . sen też był pełen śnieżnych zasp i ludzi zimnych i gorąco nienawidzących. kiedy tak mijałam przechodniów, w sennych zaspach okazywali się tylko cieniami . ogarnął mnie niepokój i zdziwienie, może ja też byłam cieniem? może jestem dla innych tylko cieniem ?
pustkowie, samotne bezlistne drzewo ,polne drogi skute lodem i ja brodząca w koleinach , pozostawionych przez oddalające się wozy , wypełnione suszonymi ziołami i kwiatami i te zmieniające się na śnieżnej połaci ludzkie cienie .
rano na okiennej szybie zastałam dwa walczące ze sobą śnieżno-lodowe dinozaury .
Królowa Śniegu zostawiła mi zapewne zaszyfrowaną wiadomość....

lęk, który ma związek z twoją przeszłością
oglądać dinozaury : liczne przywileje
uciekać przed dinozaurem : stać Cię na wiele

???

złączone pyskami

piątek, 29 stycznia 2010

z cyklu boskie :)


rozczulająca interpretacja, prawie jak u logopedy :) :)

pamiętajmy o kotach, pomóżmy przetrwać zimę

środa, 27 stycznia 2010

Myszka


ból powrócił o 1 w nocy. złe moce (podejrzewam ,że takie istnieją :) ) opuściły mnie nad ranem , czuję się lepiej.
trochę mam luki w pamięci, ale wszystko powraca na swoje miejsce:)
za oknem śnieżyca i temperatura znośniejsza, niestety wzmaga się wiatr ,a to oznacza, że będzie nam tak samo zimno, jak przy poprzednich minusowych temperaturach.
w taki zimowy dzień ,dawno temu odeszła na zawsze od nas Myszka .kundelek, mieszaniec pinczera z ratlerkiem. jedynym pocieszeniem jest fakt przeżycia przez Myszkę 16-tu beztroskich lat. radości i zabawy było mnóstwo.
na zdjęciu Myszka próbuje dostać się do zapasów czekolady, którą uwielbiała :)

poniedziałek, 25 stycznia 2010

oj ! boli


ścisła dieta, na zdjęciu majowa dieta  
ryzykantka ze mnie. wiem że robię źle i przyjdzie mi za to zapłacić , zazwyczaj tak bywa. nie mogę pić zimnych napojów , wyjętych prosto z lodówy, ale wczoraj upiekłam piernik i zamiast zrobić sobie do niego bawarkę, popiłam zimnym mlekiem. już w nocy czułam pieczenie gardła. dzisiaj ból objął również głowę ,migrena w natarciu.
jestem chodzącym bólem . szukam skutecznego lekarstwa, wtulam głowę w poduszkę i wmawiam sobie głośno "nie boli , nie boli". chyba będę miała gorączkę, zaczynają się dreszcze. ugryzłam tylko kawałek chleba i leki popiłam wodą ,wtedy są najbardziej skuteczne. nie mam kompletnie apetytu , a wręcz czuję wstręt do jedzenia. ubrana w ciepły sweter ,położę się pod kołdrę, może przejdzie mi do wieczora. umówiona dzisiaj jestem z koleżanką. nie chciałabym odwoływać spotkania ,tym bardziej, że to ja ją zaprosiłam do siebie. próbuję zająć się czymś, ale nie mogę dłużej siedzieć i pisać, to nie jest skuteczny lek. nie zmogły mnie mrozy lecz.. nazwijmy to delikatnie brak rozsądku.

sobota, 23 stycznia 2010

ogrzej mnie



mogę z powodzeniem zaśpiewać w duecie z M. Bajorem. głosy podobne, a temat nic dodać nic ująć :)a zwłaszcza te rachunki do miliona.

piątek, 22 stycznia 2010

szarości


różę ofociłam w ubiegłym roku
moje oczy pieką, łzawią. zawieszam więc oko na szarościach :) i idę do okulisty.

czwartek, 21 stycznia 2010

zerkam :)


bałwan stoi sobie na mrozie , a ja zerkam w bok . nic z tego nie wynika ..ale popatrzeć można :)

poniedziałek, 18 stycznia 2010

w skrócie

kończę szycie spódnicy
...właśnie tak rozmazany



keks, kakao i stare samochody :)
ciągle mam coś do zrobienia. rodzinka ma zapotrzebowanie na ciasto .wczoraj upiekłam keks,a dziś zostały już tylko dwie porcje i jest zamówienie na ciasto jogurtowe. maszyna do szycia rozłożona , ujarzmiona . śmigam na niej , właśnie kończę szyfonową spódnicę do tańców orientalnych :) ;)
śniegu dosypało, można ulepić bałwana . będę miała kogo podrywać w zimowe wieczory :) patrząc na pewnych facetów, wolałabym podrywać bałwana. różnicy nie ma..czasami nawet jest na korzyść bałwana. obecnie nie muszę dokonywać tak dramatycznych selekcji, nie mam ochoty i czasu..apropos bałwana...
koleżanka pojechała w góry i tam po grzanym winie , jeden kompletnie zalany facet ,po nieudanych próbach wyrwania dziewczyny i "wszystkiego co rusza się" ,usiłował poderwać bałwana.
desperacja godna podziwu, po bezskutecznych próbach, bałwan został nazwany po imieniu i powalony w zaspę. facet powalił się razem z bałwanem . nie mógł wstać o własnych siłach , pospieszono z pomocą . dalsze losy owego zalotnika nie są mi znane.
zdjęcia mogę robić tylko z lampą błyskową w trybie auto.inne tryby wykazują drżenie aparatu , nawet zamontowanego na statywie i zdjęcia są rozmazane.
słońca nie ma już od bardzo dawna. na dachach gruba warstwa śniegu ani myśli (myśli ?) spaść. Ciekawe ile dachówek pęknie, bo mam nadzieję, że dach nie zawali się. dachówki są nowe, mocne , a belki drewniane podwójnie wzmocnione. najgorzej będzie kiedy ta zlodowaciała lawina ruszy , pewnie oberwie rynnę i oby tylko nie spadło to wszystko komuś na głowę. może wezwę kominiarza o ile będzie trzeźwy...nie to chyba nie jest dobry pomysł :(

czwartek, 14 stycznia 2010

stary (nowy)Szczecin




Most Długi



most chiński na jeziorze Rusałka


Szczecin na starych fotografiach i pocztówkach

dedykuję Elfce, która zainteresowana jest starymi fotografiami , Szczecinem i mostami :)


szkoda, że nie są to pocztówki mojego autorstwa, ale nie było mnie wtedy na świecie :)





zdjęcie w zimowej scenerii autorstwa Elfki


most Długi dzisiaj

sobota, 9 stycznia 2010

zabawa


SOS- zasypuje mnie - pilnie poszukiwany ten pan

po oczętach jaskrawym kolorkiem :)



piątek, 1 stycznia 2010

do siego 2010 roku

obrazek z netu


Sylwek spędziłam w skarpetach, a raczej na bosaka i nie była to bossa nova typu... wybacz , że nago śpię :)
zimno mi było w stopy i skarpety były  pomocne w ich rozgrzaniu. do łóżka wskoczyłam już bez skarpet ,w nowej błękitnej , zdobionej szeroką ,piękną koronką koszuli , pochodzącej z zestawu mojej nowej kolekcji bielizny :).
nie miałam siły na taniec i jakiekolwiek improwizacje taneczne.nawet zaproszenie na najświetniejszy bal uznałabym za niedorzeczny pomysł .ostatnie dni złożona depresją poświąteczną , przesnułam po kątach mieszkania, niczym robot na zwolnionych obrotach .zmuszona bałaganem,oddałam się pracy tzw. czyściciela powierzchni gładkich. nie wiem dlaczego tak określany jest zawód sprzątacza ( może coś pomyliłam ) bo przecież powierzchni gładkich (do sprzątania) procentowo jest mało.
powracając do depresji poświątecznej i czym ona ma się do depresji poporodowej . nie ma porównania ? depresja poporodowa , która ogarnia wiele kobiet dotyczy chyba tego stanu świadomości..oto czeka nas ogrom pracy, nieprzespanych nocy, problemów i odpowiedzialności za nasze dziecko i do końca naszych dni będziemy martwić się o jego zdrowie, szczęście, życie. pewnie dlatego nie mam dzieci, bo jestem w ciągłej depresji " okołoporodowej ", co z racji wieku jest nieuzasadnionym stanem :) 
zawsze bałam się odpowiedzialności za inną osobę , ponieważ nie potrafiłam dostatecznie zadbać o własne życie. tutaj musiałabym rozwinąć temat na kilka stron szeroko pojętego niekontrolowanego ekshibicjonizmu. dam spokój...i nie wiem dlaczego o tym piszę. ja też nie rozumiem tutaj większości osób piszących. zupełnie jakbym czytała przypadkowe wyrwane fragmenty rozmów ludzi, których nie znam. niby normalne , każdy ma jakieś problemy, ale ja tego wszystkiego nie ogarniam i wzajemnych powiązań między porozumiewającymi się tutaj ludźmi nie znam. po co ci to wiedzieć ? "nie ogarniesz wszystkiego". ...więc nie ogarniam już i nie staram się nawet ogarniać całego tego netowego świata, milionów umysłów . umysłów precyzyjnych, konkretnych, szalonych , dobrych i złych , niepoprawnych bałaganiarzy i tych... czyszczących srebra .
płynę pod prąd tego tłumu, daję się chwilami porywać emocjom, płynę z prądem, wpadam w wiry, tonę i wypływam ponownie. samo życie.
przez ostatnie noce siedziałam przy chorej Mam , właściwie jej stan zdrowia jest główna przyczyną pogłębiania się mojej depresji.
jest pod moją opieką, zupełnie jak dziecko.
sylwestrowa noc mnie zaskoczyła i zmęczoną porwała w senne rewiry już o 22, więc nie wiele z niej pamiętam.
w tv obejrzałam powtórkę "Domino 2009 day " , z prawie 5 milionami kostek  domino przebiegłam przez kontynenty świata w noworoczny poranek .
Do Siego Roku !

wtorek, 29 grudnia 2009

...i po świętach


jestem w poświątecznej depresji..może kiedyś napiszę o tym..

udanego Sylwestra życzę

wtorek, 22 grudnia 2009

Święta święta



Wielu świątecznych radości,
niezapomnianych chwil
spędzonych z bliskimi przy choince,
w blasku jej radosnej poświaty,
zadumy i refleksji nad minionym rokiem,
miłości, spokoju, zdrowia, rozsądku
i życiowej zaradności
w Nowym Roku
życzę
Wam

sobota, 19 grudnia 2009

zimno?


i trochę cieplej ?

piątek, 18 grudnia 2009

gdzie jest Mark?


....i  ostatnie zakupy przed świętami

Rubik , tak ten Piotr Rubik dziękował mi . za co? nie wiem. byłam zaskoczona , a on podniósł mnie do góry , pocałował w policzek i nie mógł opanować radości.

za co ? dlaczego ? nie dowiem się , ten motyw już nie powrócił w moim śnie.
natomiast przez cały sen powracał motyw związany z pewnym facetem z fotografii, na której miło uśmiechnięty, przytula się do jakiejś dziewczyny, brunetki , o trójkątnej twarzy i uszach elfa. szczupła twarz dziewczyny ni jak nie pasuje do pokaźnych gabarytów jej ciała. ciekawe czy on tak przytulony myśli , że jest podobna do dyni.
myśli , bo chyba nie mówi jej o tym ? nagle czuję na ramieniu coś mokrego, kropelka krwi, a obok mnie stoi facet z fotografii , gryzie mnie w ucho, zlizuje krew z ramienia , twierdząc, że ma smak wina ( a wino im starsze tym lepsze :) ).oburzona krzyczę -"napij się wina i zostaw moje ucho!" ale on ani myśli odejść, wkłada na mój serdeczny palec obrączkę , którą chcę natychmiast zdjąć, ale im bardziej usiłuję zdjąć ,tym bardziej obrączka zacieśnia się na moim palcu.

jestem w kuchni, piekę trzy ciasta jednocześnie makowiec, keks i piernik.
facet z bratem , z którym powrócili właśnie z castingu do Detektywów, lub W11, opowiadają swoje wrażenia. jest też jakaś kobieta związana z bratem faceta, ale również z facetem. nie skończyłam pieczenia ciasta, a rozpoczynam lepienie pierogów, muszę przenieść się na dwór, w kuchni nie ma już miejsca. zaczyna padać deszcz .
na stolnicy z pierogami robi się jedna wielka klucha, wpadam w rozpacz.
przypomina mi się scena z filmu ,na którym Bridget Jones pitrasi w kuchni zupę na niebieskim sznurku , przychodzi do niej z pomocą Mark , który pokochał ją mimo wszystkich jej niedoskonałości. gdzie jest mój Mark - pytam ? miała szczęście, ale to przecież fikcja.

do mnie we śnie przychodzi facet , nie pomaga mi ,ponownie nadgryza moje ucho i zlizuje krew. rzucam ten cały bajzel kuchenny i razem z facetem jedziemy tramwajem, w którym odbywa się próba jakiegoś teatrzyku objazdowego. oboje nie zwracamy już na siebie uwagi, jesteśmy do siebie podobni i tworzymy jedność. chyba z racji obecności mojej krwi w jego organizmie. wchodzimy w jakieś mroczne korytarze, wszędzie trupy kobiet. facet znika i pojawia się kobieta w czerni ( stój orientalny ) , bez słowa wyjaśnienia próbuje wykonać na mnie wyrok , wycinając mi serce ogromnym złotym kindżałem. zarzuca na głowę tęczowe majtosy, jak to się robi skazańcowi przed egzekucją , ale bywa to zazwyczaj chusta przykrywająca oczy. kobieta w czerni ukrywa twarz pod złotą maskę. odpycham ją i uciekam.

za chwilę jestem już na łące ,mam pobrać krew z żyły na lewej łydce wspomnianego faceta. kiedy już zamierzam wkłuć igłę , okazuje się, że w ręku trzymam strzykawkę do dekoracji tortu, napełnioną bitą śmietaną. całą zawartość wstrzykuję w żyłę. facet z bitą śmietaną to chyba synonim ciacha :)
ale jak tu zjeść ciacho spokrewnione ze mną ? z tym dylematem zastaje mnie świt.... idę do kuchni piec keks , ciacho zjem w cukierni.

piątek, 11 grudnia 2009

urwany film


wieczorem zasnęłam podczas oglądania filmu z S. Stallone i A. Banderasem. Obaj panowie grali płatnych morderców . Banderas odebral zlecenie Sylwkowi , na tym tle doszło do konfliktu między panami. Spluwy były już porządnie nagrzane, ale oczywiście Sylwek, to morderca z zasadami i do dzieci i przypadkowych osób nie strzela, a Antonio odwrotnie. Zasnęłam w momencie, kiedy pojawiły się na ekranie szachy .
W moim śnie byłam prześladowana przez Sylwka. klęczałam na kuchennym stole i wielkim nożem kroiłam kapustę, pięknie to wyglądało. byłam urodziwa i młoda, a Sylwek przyszedł do mnie, ubrany w białą podkoszulkę, na nogach miał narty , a na głowie czapkę z pomponem, którą zdjął . błysnęły nabrylantowane czarne włosy. ciemne oczy wpatrywały się we mnie natarczywie, ale oboje wiedzieliśmy, że nie o seks tutaj chodzi i nie o uczucia, a jeżeli już o uczucia ,to te najbardziej negatywne.
ja udawałam, że nie domyślam się w jakim celu przybył, a on udawał, że mi wierzy. ja kombinowałam jak uciec z tego stołu, mieszkania, a on sadystycznie napawał się moim lękiem, tym bardziej, że wyjął nóż, który lśnił i rzucał blask na kuchenne kafle.
dziwię się, że w tej roli nie wystąpił Antonio, ale nie mam wpływu na obsadę moich snów.
nóż był śmiesznie mały, ostrze zakończone ząbkami i w tym momencie sen.... urywa się.
nie mam pojęcia , jak zakończył się film w tv i nie mam pojęcia , jak zakończyłby się mój sen z udziałem S. Stallone i czy Antonio Banderas też wziąłby w nim udział :)

czwartek, 10 grudnia 2009

boskie :):)


włączyć o 6 rano ,kiedy ciemno,trzeba wstać, można będzie optymistycznie i energicznie rozpocząć dzień :) :)

i na deser :D

ps
z ostatniej chwili. pomysł z włączeniem "jezika" nie jest chyba najlepszy :)
o 6 rano wydaje się delikatnie mówiąc mniej zabawny . koło ucha świsnął mi obiekt latający ,chyba kapeć współmieszkańca :)

poniedziałek, 7 grudnia 2009

:(





na początek odrobina kawusi w najmniej ulubionym kubku z kolekcji ulubionych kubków
od wczorajszego wieczoru wegetuję, złożona bólem górnych dróg oddechowych, zatok , głowy , uszu i zębów :(
mam nadzieję, że to nie jest świńska czy też ptasia grypa ( brak gorączki ), a jedynie nadmiar wrażeń , osłabienie odporności fizycznej , związane z odbiorem negatywnych myśli innych istot ziemskich. nie wykluczam ,że równie istot pozaziemskich, kosmitów , demonów. ten stan wykorzystały wredne mikroskopijne stwory i prowadzą w moim organizmie przestępczą działalność.
zastanawiam się czym je przywitać..dużą porcją czosnku, czy też pyralginum, a może kieliszkiem żytniówki ? po żytniówce gotowe rozgościć się na dobre, więc zacznę od pyralginum , po czosnku boli mnie wątroba.

sobota, 5 grudnia 2009

pas cnoty


w mieście S ,na ulicy X, w mieszkaniu M 2 pewien chłopak postanowił udowodnić swojej dziewczynie Malinie , jak bardzo ją kocha. miał wyjechać na kilka dni i jako gwarant, że gdzieś tam nie zdradzi Maliny ,założył sobie na genitalia KŁÓDKĘ. Zatrzasnął zamek ,a klucz wyrzucił przez okno. Już po godzinie genitalia spuchły i chłopak w towarzystwie dziewczyny ,po bezowocnym poszukiwaniu pod oknem klucza, udali się do dyżurnego szpitala. tam osłupiały personel , bezradnie rozłożył ręce i zmuszony był wezwać straż, która dysponowała nożycami do cięcia metalu , którymi uwolniła genitalia przerażonego nieszczęśnika. jeszcze parę godzin z oryginalnym pasem cnoty, a chłopak straciłby bezcenne klejnoty bezpowrotnie.
ciekawe czy w momencie zakładania kłódki był po paru głębszych, czy to miłość odebrała mu rozum, a może jedno i drugie , bo jak wiadomo miłość i alkohol mają podobne działanie.

piątek, 4 grudnia 2009

prezent



Mikołaj zawitał do mnie już dzisiaj, pewnie wyczuł moje przygnębienie i dostałam prezent na otarcie łez. maszyna do szycia Redstar [ale nazwa :) :) ] szwedzkiej firmy Husqvarna Viking. gapię się, chodzę wkoło owego obiektu , jak kura za kaczętami, które wysiedziała, a one jak to kaczęta popłynęły sobie po stawie i kura zadziwiona i zaniepokojona tym faktem, biega na brzegu stawu i drze dziobasa :) jedyne co zdołałam zrobić, to podłączyć pedał i popstrykałam parę razy żaróweczką. instrukcja długa , jak nudne przemówienie, ale spokojnie nie mam zamiaru naciskać na pedał i już na wstępie połamać igłę i poszarpać nici..o nie ! za olewanie instrukcji obsługi sprzętu nie raz dostałam po zadku i po kieszeni. nie wiem kiedy zgłębię podstawowe tajniki owej maszynerii. chyba już jutro będzie uszyty pierwszy jasiek .inne funkcje maszyny poczekają .dlaczego wszystko wydaje mi się skomplikowane, a później, kiedy już ujarzmione mam zasady działania danego sprzętu , wszystko wydaje się śmiesznie proste ,niczym obsługa cepa, a ja zadziwiona jestem , że muszę dochodzić do tego prostego działania okrężną drogą.